poniedziałek, 25 sierpnia 2008

Polska socjalizmem silna

Było już o Internecie, było o oprogramowania, zatem czas teraz na... nie zgadniecie - politykę. Może nie tyle politykę we właściwym sensie, ale o to co się z polityka wiąże.
W tytule notki pojawia się słowo 'socjalizm'. Dla większości kojarzy się zapewne z PRLem, komunizmem i tego typu nieprzyjemnymi wspomnieniami. Czy słusznie? Według mnie nie, chociaż komunizm, czyli próba wprowadzenia idei socjalistycznej w życie przez Sowietów, jest pewnym naturalnym następstwem myśli socjalistycznej.
Ja w swojej notce chciałbym poruszyć trochę inny, często zapominany aspekt socjalizmu, być może bardziej marksizmu - wywyższenie klasy robotniczej.

***

Czy zauważyłeś/łaś, że tzw. robotnik w społeczeństwie polskim od czasów komunizmu cieszy się uznaniem społecznym? Czy zauważyłeś/łaś, że ukuł się w zasadzie negatywny wzór robotnika, jako tandeciarza, często alkoholika, a jednak człowieka godnego uznania?

***

Chcę poruszyć kilka kwestii. Wszystko w odpowiedzi na to, co widzę od pewnego czasu w tv. I chociaż wydawało mi się, ze sprawa już przycichła i nie wymaga komentarza, jednak wciąż żądne sensacji media wszystko potrafią rozdrapać.
Robotnik - symbol Polski Ludowej. W ideologii tworzonej wespół przez Karola Marksa i Fryderyka Engelsa, to właśnie klasa robotnicza miała najwyższe miejsce w hierarchii społecznej. To robotnicy, jako klasa ciemiężona przez wieki miała zrzucić kajdany i rządzić narodem.
Wszystko pięknie. Filozofowie mają to do siebie, że lubią tworzyć piękne i światłe myśli. Ich świat jest tym, na który czeka współczesne społeczeństwo. Filozof jest osobą myślącą, analizującą świat dookoła. Zna jego potrzeby, słabe strony. Wie, co należy powiedzieć, żeby pociągnąć za sobą naród.
Dzięki PRLowi robotnik stał się, jak to niejednokrotnie było mówione, tzw. 'świętą krową'. Był otaczany czcią, o nich śpiewały dzieci na akademiach, inne recytowały o nich wiersze, jeszcze inne wręczały im kwiaty. Bili rekordy, odbudowywali polskie państwo po zniszczeniach drugiej wojny światowej. Z czasem jednak ich piękno i chwała zaczynały przygasać. To robotnicy byli najczęstszymi bywalcami tzw. budek z piwem, to oni zajmowali swoimi nieważkimi ciałami ławki na przystankach. Mimo wszystko nadal byli, są i będą szanowani przez naród. I słusznie, bo spora grupa z nich to rzetelni fachowcy, bez których reszta świata nie poradziłaby sobie.
Zastanawia mnie tylko jedno - dlaczego na siłę w Naszym kraju robotnika stawia się za przykład. Był już papież i jego 5 minut po śmierci, a od kilku lat ubóstwia się wręcz prostego robotnika stoczni gdańskiej. Czy zasługuje na to uwielbienie? Czy kraj, który miał szansę po 1989 roku rozkwitnąć i nie być hamowany przez władzę tzw. poprzedniej epoki, jest mu winny cześć?
Śmieszy mnie cała ta sztuczna aureolka wokół tego człowieka - zwłaszcza fakt, że wszystko co powie jest święte. Ludzie idą za nim nawet w ogień, choć tak naprawdę nie ma on żadnej wiedzy, a naród, którym nieudolnie rządził powinien dawno potraktować go tak jak on potraktował naród - pisząc kolokwialnie 'olać'.
Dziwi mnie, ze człowiek, który nie ma żadnego wykształcenia, jest zapraszany na uczelnie, gdzie zbiera się studentów, którzy słuchać muszą jego 'wykładów'.
Ale naród polski często ubóstwia ludzi bez wykształcenia. Wydaje się, ze tylko po to, żeby potem mieć na kogo narzekać. Ale gdy tylko znów ktoś na 'Naszego prezydenta' podniesie rękę wszyscy są oburzeni.

***

Czy Ty podałbyś/podałabyś rękę komuś, kto zabił bliską Ci osobę?
***

Czy ten człowiek zasługuje na oddawaną mu cześć? Czy człowiek, który publicznie podaje rękę oprawcy swoich współpracowników zasługuje na poparcie? Nie był to, o zgrozo, gest przebaczenia, ale pojednania. Ten człowiek chce się z oprawcą bratać, nie przebaczać. Zresztą czy ten człowiek ma prawo przebaczać za tych, których sam zdradzał?

Brak komentarzy: