czwartek, 24 kwietnia 2008

Jak to z office'm bywa, czyli kompleksy open source

Od pewnego czasu korzystam z dobrodziejstw legalnego oprogramowania. Przychodzi taki czas w życiu, że człowiek zaczyna zarabiać pieniądze. Wówczas w głowie powstaje tysiąc myśli na temat legalności posiadanych w domu przedmiotów. Wiadomo - komputer zwykle kupuje się w sklepie, to samo z telewizorem czy inną suszarką do włosów. Każdy z tych przedmiotów w jakimś stopniu ułatwia codzienne życie i przydaje się do czegoś.

***

Czy myślałeś/aś kiedykolwiek o kradzieży biurka, ryzy papieru i długopisu???


***

Stało się - pewnego dnia pojawiłem się w sklepie, zakupiłem oryginalny system. Potem poszło lawinowo - promocja na pakiet Office wydany przez Giganta z Redmond. W ten oto sposób stałem się posiadaczem dwóch potrzebnych mi do pracy narzędzi - systemu operacyjnego, bez którego komputer jako taki jest pozbawiony jakiejkolwiek wartości (oprócz pieniężnej - można po prostu sprzedać jego podzespoły), oraz pakietu do tworzenia wszelakich dokumentów.
Ktoś powie - głupek, przecież są darmowe alternatywy - jedna z miliona dystrybucji Linuxa, czy Open Office. Są, a jakże. Istnieje tylko jedno małe pytanie - czy te 'produkty zastępcze' są wygodne w codziennym użytkowaniu? Czy każdy sprzęt zgodny ze standardem PC podłączony do mojej maszynki będzie działał sprawnie i tak, jak powinien?
System jest dość prostym wyborem - pod XP wszystko ładnie chodzi, większość programów z nim współgra i jest cacy. Ale po co Ci człeku oryginalny Office?
Odpowiedź jest prosta - jest wygodny. Jedyną cechą, której nie można zarzucić programom dostarczanym przez wielkie korporacje jest ta, że są po prostu wygodne i coraz bardziej intuicyjne. A Office ze znaczkiem 2007 bije konkurencję na głowę. Dostęp do wszystkich funkcji z tzw. wstążek i bardzo wygodnych menu kontekstowych - bardzo ułatwiają pracę.
A czego mi brakuje u konkurencji? Ot choćby proste numerowanie stron - chcę zacząć wstawiać numerki dopiero na drugiej stronie tworzonego dokumentu i mają się zaczynać właśnie od dwójki. Nie ma problemu. W OO obserwowałem proces powoływania czegoś podobnego do życia - tworzenie odpowiedniego makra. Trwało to ok 20 minut, a człowiek, który to robił znał się na rzeczy. Zwykły, szary użytkownik (czytaj: autor tegoż tekstu) musiałby najpierw zajrzeć do google'a, potem z ton nieprzydatnych i niesprawdzonych wiadomości na tysiacach for wypreparować odpowiedni 'złoty środek' i dopiero zabierać się do pisania właściwego dokumentu. Oceniam to na ok 30 minut. Być może trochę krócej. Ponieważ jestem wygodny, wole wydać pieniążki, które koledzy programiści przejedzą, ale mieć wszystko od razu w paczce. Proste i łatwe.
Przykłady możnaby mnożyć (drukowanie złożonych arkuszy kalkulacyjnych na stronie A4 w orientacji poziomej itd itp), ale po cóż to robić. Dla 'wyznawców' Open Office'a najwazniejsze jest, że dokumenty zapisywane przez ich ulubiony edytor tekstu są coraz bardziej kompatybilne z tymi, które tworzone są w Wordzie.

***

Czy zwróciłeś/aś kiedykolwiek uwagę na to, że w promocji oprogramowania o tzw. 'otwartym źródle' zwykle podkreśla się ich zgodność z programami o tzw. 'źródle zamkniętym' pomijając zupełnie kwestię użyteczności???

***


Tak drogi Czytelniku. Zawsze przy okazji debiutu nowego Open Office'a jesteśmy bombardowani informacjami o tym, że pliki zapisywane w formacie .doc, .xls, czy nawet .ppt są zgodne z tymi zapisywanymi w Microsoft Office. Ale, powiedzmy sobie szczerze, nawet dokumenty zapisane w samym programie Word używanym na dwóch różnych maszynach często zupełnie inaczej wyglądają. O eksporcie do starszych wersji programu już nie wspomnę. Jak zatem produkt firmy zewnętrznej może być bardziej zgodny od produktu, który i tak nie jest zgodny ze swoją wcześniejszą wersją? Dla mnie to niepojęte, ale takie hasła marketingowe przyciągają. Gorzej, kiedy ktoś już odpali OO i po prostu zawiedzie się brakiem podstawowych funkcji umilających i ułatwiających pracę z tekstem.

Dlatego właśnie wolę produkty gigantów - są płatne, ale są wygodne. Czyż nie ta sama idea przyświecała Apple'owi, kiedy wypuszczał swój system oparty na okienkach (na długie lata zanim zrobił to Microsoft)? Bo komputer ma być narzędziem, które w prosty, łatwy i przyjemny sposób pomoże człowiekowi w jego codziennej pracy. I w tej niecodziennej też ;-) Zatem po co sobie utrudniać???

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

” […] Na początku potraktował mnie nieprzyjaźnie, a nawet mnie obrażał, to znaczy wydawało mu się, że mnie obraża, ponieważ nazywał mnie psem. – Aresztowany uśmiechnął się. – Co do mnie, nie widzę w tym zwierzęciu nic złego, nic takiego, żeby się obrażać za to słowo… […]…lecz wysłuchawszy mnie, złagodniał […]a w końcu cisnął pieniądze na drogę i oświadczył, że pójdzie ze mną na wędrówkę… […] Powiedział, że od tej chwili nienawidzi pieniędzy […] Odtąd wędrował wraz ze mną. ”

Anonimowy pisze...

>>Ktoś powie - głupek, przecież są darmowe alternatywy - jedna z miliona dystrybucji Linuxa, czy Open Office. Są, a jakże. Istnieje tylko jedno małe pytanie - czy te 'produkty zastępcze' są wygodne w codziennym użytkowaniu?<<

Witam serdecznie. W moim komputerze zainstalowany jest tylko system operacyjny Ubuntu Linux. Jest to system naprawdę łatwy w obsłudze, sprzęt obsługuje bardzo dobrze. Jest wygodny, domyślnie masz zainstalowane narzędzia internetowe, tj komunikator, przeglądarka, pakiet Open Office.
Nie widzę problemu, ażeby móc zastąpić produkty Microsoftu systemami Linux. A jeśli nie możesz znaleźć odpowiedniku jakiegoś programu, to korzystasz z emulatora Wine, dzięki któremu uruchomisz praktycznie każdy program napisany pod system MS. Pozdrawiam)